sobota, 27 sierpnia 2016

Wegański wypad Pod Lampionami - Wrażenia

Mój pierwszy, oraz na pewno nie ostatni, wypad do restauracji gdzie serwują wegańskie jedzenie okazał się ogromnym sukcesem. Portfel troszeczkę chudszy, ale ciało i dusza usatysfakcjonowane jak nigdy dotąd.
Do knajpki "Pod Lampionami" w Poznaniu trafiłyśmy przypadkiem, szukając "Kwadratu", który znajduje się na tej samej ulicy. A że był zamknięty, z rozczarowaniem zawróciłyśmy na pięcie z myślą udania się do jakiejś pizzerii. Jednak, dwa wejścia dalej kątem oka zauważyłam na drzwiach napisane kredą "wegańska szarlotka".
Stop.
Wchodzę.



Mimo że wejście jakoś mnie nie zachęcało swym wyglądem. Było troszeczkę zbyt ciemne i wąskie.
Tak czy inaczej, udajemy się na tyły, tam gdzie jest więcej światła i stolików. Mimo że kuchnia była jeszcze nieczynna przez kolejne 20 minut, to mogliśmy sobie usiąść, przejrzeć menu, czy też wypić herbatę :).

W sumie spędziliśmy w Pod Lampionami prawie 2 godziny. Prawda jest taka, że nie chciało się z niej wychodzić. Spokojna, prywatna atmosfera, przyjemna dla ucha cicha muzyczka bardzo umilały nam czas. 
No ale do rzeczy.

Menu

Krótkie na pierwszy rzut oka, co i tak dla mnie stanowiło problem, bo najchętniej wypróbowałabym 90% z tego co kucharze mają tam do zaoferowania.

Na sam początek poprosiłyśmy o czarną herbatę z różą w dzbanku "dla dwojga", którą wcześniej było można pójść wybrać i powąchać spośród dziesiątek innych herbat stojących na półkach. Oczywiście obsługująca nas pani okazała się bardzo pomocna, prezentując nam jej ulubione połączenia smakowe.



Jak normalnie gdy jestem na mieście, nie jadam zup, jednak coś mnie podkusiło aby się spytać jakie mają  do zaoferowania (zależy od dnia czy sezonu).
Nie jestem w stanie powiedzieć ile wariantów pani wymieniła (byłam miło zaskoczona na tyle opcji!), ale że od zawsze chciałam spróbować zupy z dyni, tak więc padło na nią.




Była obłędna. Delikatna, naturalna, nieprzytłaczająca słodycz dyni, do tego chrupiące pestki słonecznika zrównoważyły całe danie. Z każdą kolejną łyżką, smakowała mi coraz bardziej.

Do tego z dań głównych poprosiłam o jednego burgera (pół porcji), który serwowany jest z hummusem, najlepszym jakim do tej pory jadłam, oraz sałatką. Było parę opcji smakowych (5 z tego co pamiętam). Zdecydowałam się na  połączenie kaszy quinoa, oraz zielonym groszkiem (jeśli dobrze pamiętam). Pani zaznaczyła, że wszystkie burgery są pieczone w piekarniku co jest ogromnym plusem.



Co do smaku burgera, to mnie bardzo smakowało i chyba najbardziej zapadł mi w pamięć spośród tych wszystkich dań które tutaj skosztowałam. jednak są gusta i guściki. 
Osoba z którą przyszłam po spróbowaniu kawałka, stwierdziła, że to "nie jej smak".

Ona wybrała curry z warzywami. 
Zostało wszystko zjedzone, co do ostatniego ziarenka ryżu, co naprawdę mówi wiele, gdyż bardzo często zastawia po sobie niedokończone jedzenie.



Oczywiście też skosztowałam. Miało delikatny, a zarazem lekko ostry smak, a posypka orzechowa idealnie balansowały całe danie, tak, że nie było ono nudne. 
Ale i tak, burger z hummusem przebił wszystko.

No i jakżebym nie mogła zakończyć tej cudownej uczty bez deseru.
Normalnie tego nie robię. Ale tego dnia musiałam. Zwłaszcza, że wybór był tak szeroki a w domu poza mną nikt inny nie piecze ciast bez jajek czy mleka krowiego. Tutaj muszę też zaznaczyć, że każde ciasto było dokładnie opisane przez uroczą obsługującą nas panią. Czym jest ciasto słodzone, czy jest bezglutenowe, jakie są główne składniki, jak wygląda itd. Było ciężko z wyborem. Po długim namyśle w końcu zdecydowałam się na klasyk:

Szarlotka z bazą zrobioną z płatków owsianych, oraz słodzoną ksylitolem.



Dodatkowo, na moją prośbę ciasto zostało lekko podgrzane. Co do smaku to pamiętam, że po pierwszym kawałku odniosłam wrażenie, że deser jest ciuuuut za mało słodki. Jednak im dłużej go jadłam, tym coraz bardziej przypadał mi do gustu i na koniec stwierdziłam, że ze spokojem mogłabym pochłonąć jeszcze jeden kawałek.


Podsumowując
  • Obsługa na najwyższym poziomie. Bardzo urocza, uprzejma, pomocna, cierpliwa i widać, że zna się na rzeczy. Bez problemu było można zadać dziesiątki pytań i na każde była udzielona odpowiedź.
  • Dania bardzo dobre. Za każdym razem z kolejnym kęsem smakowało mi coraz bardziej. A po zjedzeniu dość dużej ilości jak na mnie jedzenia, nie czułam się w żaden sposób ciężko i niezdrowo jak to zwykle miewa po posileniu się poza domem.
  • Muszę jeszcze raz wspomnieć o hummusie. Najlepszy jaki dane było mi jeść. Normalnie zjadam go niewielkie ilości, a tutaj starałam się go wybrać z miseczki ile się dało.
  • Atmosfera jaki niesie ze sobą ten lokal, to po prostu bajka. Wystrój wnętrza i muzyczka sprawiają, że człowiekowi nie chce się wychodzić.
  • Szeroki wybór opcji dań, mimo krótkiego menu. Chociaż nie wiem jak w godzinach dużego ruchu przedstawiałaby się sytuacja. Tak jak wspominałam na początku, byliśmy tu bardzo wcześnie, o około 12 :)


Czy przyjdę jeszcze raz?
Zdecydowanie, tak. I mam już nawet parę osób na myśli, które chciałabym tam zaprosić gdy tylko nadarzy się okazja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz